29 maj, 2008

Stse'tsin ska chińszczyzna

Twórcy sławetnego logo Polska (z latawcema), agencja BNA, wierzyli że każdy człowiek na tym bożym świecie, spoza od naszch granic naturalnie i nie będący Polakiem, zna na wyrywki naszą obolałą i heroiczną historię, nawet obudzony w nocy. Ci sami twórcy, projektując nowe logo promocyjne Szczecina, poszli w swej wierze w cuda jeszcze dalej, są święcie przekonani że wszyscy nie tylko znają, ale i posługują się bez problemu Międzynarodowym Alfabetem Fonetycznym (IPA - Internatiional Phonetic Alphabet. Zaserwowali więc tym razem logo z transkrypcją zapisu nazwy Szczecin właśnie w IPA. Dla jasności - nie obok prawidłowego zapisu nazwy a zamiast niego. A czemu nie w esperanto?



Dostaliśmy rewolucyjnie wizjonerski znak-gryps, najpierw trzeba zrozumieć o co chodzi w warstwie słownej, potem sobie dopasować co to też może być i gdzie toto może być. Taka gra z odbiorcą w inteligencję i ciuciubabkę zarazem, bo jak zainteresowany znajdzie ten nieszczęsny Szczecin w takich google? ano nie znajdzie i dobrze mu tak. Żeby było zupełnie smiesznie znak zacząl już pracować, ku chwale twórców i miasta, na bilboardach... w Polsce. No i jest super, a nawet jeszcze weselej jeszcze. Mamy oto na bilboardzie znak w tym transkrypcyjnym zapisie, obok zaś hasło "Spójrz na to inaczej. Studiuj na zachodzie". Tyle że z racji tej formy zapisu, a i formy graficznej tej zachęty, widz może mieć kłopot ze zlokalizowaniem gdzie toto jest. Spoglądam inaczej i czeski film, a raczej chiński. Dobrze że adres strony www dodali, choć z daleka od logo, ale jest.




A wogóle to przy okazji powstało drugie logo, mające z kolei zastępować herb miasta, bo jak mówi Wojciech Mierowski z agencji BNA

Proszę sobie wyobrazić prezydenta Szczecina opowiadającego o marinie przyszłości i posługującego się wizytówką z herbem z XVIII w. To tak, jakby ubrać we frak kogoś promującego i-phony.
Jest to niebywale odkrywcze. Że też inne europejskie miasta tego nie wiedzą. Powinny się wstydzić, uczyć i powyrzucać te starocie de mode.




To nowe logo miejskie skojarzyło się już niektórym z logo pewnej naszej partii... ale to pewnie tylko luźne skojarzenia zawistnych.


Agencja ma fart, ostatno głośno było o niej przy okazji promocji , a jak pisze Robert Chwałowski na typografia.info:


Z czego znana jest agencja BNA (Brand Nature Access)? Przede wszystkim chyba z dwóch rzeczy, które lekko eufemistycznie można nazwać kontrowersyjnymi: z logo Polski, zaprojektowanego dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, oraz z logo Warszawy, zaprojektowanego dla Urzędu m. st. Warszawy.


Nieco offtopowo - trzy miasta, 3 hasła promocyjne:
"Gdańsk - tu się żyje"
"Poznań - tu warto żyć"
"Leszno - tu chce się żyć"
a mnie chce się wyć... ze smiechu.


----------------
Źródła:
www.koszalin24.info
www.mmszczecin.pl
www.gs24.pl
miasta.gazeta.pl
www.szczecin.pl
www.tur-info.pl

Etykiety: , ,

26 maj, 2008

Ci od CI

Dość prężnie rozwija nam się nowa dziedzina teoretyczna, jaką jest, lub próbuje być, Corporate Identity. Faceci od teoretycznej podbudowy i budowy wizerunku firmy twierdzą, tak jak studenci Fleischera, że bez tej teoretycznej podstawy, badań itp. wogóle nie da się mówić o identyfikacji firmy, a już zupełnie o jej wizualnych wyznacznikach, czyli logo i całej sferze identyfikacji wizualnej. Że to wszystko nie to, a winni są... projektanci. Jak zwykle, kowal zawinił, cygana wieszają. Powodów zaś jest kilka, otóż panowie ci mają problem... z przekazem tych podstaw teoretycznych zleceniodawcom, bo to oni są ich potencjalnymi odbiorcami a nie graficy. Kolejny powód to takie trochę odreagowywanie ich niezauważania, pomijania i zlecania bezpośrednio projektantowi. No bo niby po co ma lecieć szef małej firmy do speca od CI i wykładać na jakieś badania oraz kilka linijek strategii na lata grubą kasę? Strategii której być może po roku nie będzie stosował, zmieniając zakres zainteresowania swojego i firmy. Mało tego ma tę częściową strategię wizualną u profesjonalnego projektanta w cenie projektów. A jakby tego jeszcze mało podane normalnym językiem. I tu jest pies pogrzebany. Pisałem kiedyś o języku dla wtajemniczonych, języku niezrozumiałym dla profana, języku trudnym więc stawiającym klienta na przegranej z góry pozycji - musisz uwierzyć na słowo, że on wie. Tyle, że klientowi łatwiej odrzucić niż przyjąć taką postawę wobec niego. Bo niby czemu ma słuchać/czytać jakichsiś teorii długaśnych a niewyobrażalnie niezrozumiałych i to za własne pieniądze.

Nikt nie mówi że to niepotrzebna podbudowa teoretyczna, nie twierdzę też że nie można tak pracować z klientem, ale pod warunkiem że to wyjątkowy klient - duży zasobny, ustabilizowany na rynku, posiadający personel orientujący się w temacie. Niestety takich firm zmieniających tożsamość nie ma zbyt wielu. Generalnie są średniaki i maluchy, tworzące gros zapotrzebowania na identyfikację wizualną. Część to firmy nowopowstające, mające budżet, a właściwie nie mające takiego budżetu na ten cel, oscylujący na granicy "jak mi coś zostanie to wydam na logo". Czy wypada zatem oczekiwać zainteresowania w tym momencie ową podbudową teoretyczną CI. Naturalnie nie. Tak jak nie lecimy do stylisty od wizerunku przed kupieniem garnituru czy pantofli, za to chętnie korzystamy z pomocy tych co wiedzą coś w temacie, a są bliżsi, no i tańsi.

Kolejna zagwozdka to obszar działania firmy, zagwozdka ogromna dla speca/teoretyka od wizerunku, bo nastawiony jest na zbudowanie tego wizerunku na cechach unikatowych, a tu ich niet. Wiele firm, nie tylko w okresie pierwszej transformacji ustrojowej, powstało i powstaje jako "wielobranżowe". raz sprzedajemy ziemniaki, raz budujemy statki, by za chwilę wejść w rynek IT albo inny. Co wtedy? Wtedy spec od teorii CI buduje wizerunek na podstawie cudem wynalezionej, na siłę przypisanej cechy unikalnej, znajduje niszę dla firmy i jest ok. Jest, ale po roku większe pieniądze są w nieruchomościach i szlag trafił całą robotę. Klient to wie i dlatego nie wskakuje w te za ciasne pantofle, wychodząc ze słusznego założenia, że taniej zmienić identyfikację, jak już.

Żeby było śmieszniej to, co wykładają swym uczonym językiem klientowi panowie od CI, przypomina trochę zawiłe objaśnianie symboliki znaku. Nikt nie mówi że jej nie ma, że twórca/projektant pracując nad znakiem się nią nie posiłkuje, by wydobyć odpowiednie akcenty, by zasugerować skojarzenia. Naturalnie że w fazie projektowej te elementy inspiracji i symboliki mają ogromne znaczenie. Jednak następuje wybór projektu, czyli etap weryfikacji także tych ukrytych jego cech. I tu powstaje pytanie czy wyjaśnienie tych wszystkich niuansów pomoże zobaczyć je w projekcie. Zapewne niektórym, bardziej podatnym na sugestię, tak. A jeżeli tak, to być może nastąpi chwilowe zafałszowanie odbioru znaku. Bo przecież oglądając znak w reklamie czy naklejony na samochodzie nie dostajemy tejże informacji pogłębiającej nasz odbiór. Czy nie znający Polski Irlandczyk, może taki jeszcze jest, zobaczy w logo Polska (z latawcem) znak polskich sił powietrznych? czy tylko dziecinną zabawę latawcem, a może odwołanie do "przekrętu bankowego"? Albo coś widać, albo nie. Albo skojarzenia są w zgodzie z założeniem twórcy, albo też nie i na to siły nie ma. Znak musi mówić sam. Nie twierdzę, że te wszystkie objaśnienia nie są potrzebne wogóle. Owszem są, i to bardzo przydatne, w fazie wprowadzania znaku do użytku wewnątrz firmy. Pomagają lepiej utożsamić się z nim personelowi. Na zewnątrz zaś dają doskonałą okazję do wykorzystania PR-owskiego. Jednak warunek ich spójności, tego co opisane z tym co widać, musi być spełniony. Inaczej następuje rozdźwięk między obrazem a tym co czytamy. Przykład z kręgu sztuki, wydaje mi się być dość akuratny - malarz założył sobie namalowanie obrazu swojego kwiatowego ogrodu, tych wspaniałych irysów, begonii i całego bogactwa kwiatowego, jakie wyhodował. Jest jednak twórcą dość przewrotnie, a może ułomnie, postrzegającym rzeczywistość. Powstaje obraz w jego mniemaniu fantastyczny oparty jednak na totalnie zimnej i ciemnej palecie barw. Obraz „nocny horror” bardziej niż słoneczny, ciepły grą kolorów, dzień. Czy wystarczy nazwać to "słoneczny, ciepły grą kolorów dzień w moim ogrodzie", zgodnie z pierwotnym zamysłem, by zmienić postrzeganie tego co widać? Jeśli twórca znany jest z tego typu przewrotności ludzie zrozumieją ten myk i rozdźwięk treści podpisu i obrazu potraktują z obowiązkowym. mrugnięciem oka, a co jeśli nie? a co jeśli podpis z tytułem ktoś zwyczajnie oderwie? Stare pytanie powraca - czy róża nazwana fiołkiem będzie inaczej pachniała i wyglądała?

Dlaczego to piszę? ano bo utarło się, nie wiedzieć czemu, wyduszanie z projektanta owych objaśnień na etapie wyboru szkiców. Fakt że z niektórych wyduszać nie trzeba i sami peplają jakie to cuda tam w środku, a synboliki, a przesłania zawarli. Po co zleceniodawcy wyduszają? może dlatego by czuć się bezpieczniej, by mieć świadomość jak projektant się napracował strasznie, a potem, jak padnie krytyka, móc ze spokojem stwierdzić że podbudowa teoretyczna, że wykładnia, że się zasugerował... Dziwi mnie to niepomiernie o tyle, że na ogół pracuje się na briefie, gdzie owe założenia wyjściowe są jasno określone. Nie ma zatem znaczenia co dopowie się PO skoro można zweryfikować projekt z założeniami. Wiem, niejednokroć, sam opisałem to przy okazji Lublina, założenia są tak szerokie, nijakie i ogólne, że nie wiadomo w którym ich kątku należałoby szukać i przymierzać. No bo jak bez podpowiedzi "co twórca miał na myśli" odnieść projekt do, jedynych określonych wyjściowo, haseł na przykład - firma dynamiczna i nowoczesna? Każda taka. Nie każda? Ależ każda, jak nie jest nowoczesna i dynamiczna to nie robi identyfikacji, bo niby po co.

I tu wracamy do początku czyli założeń teoretycznych do Identyfikacji wizualnej. Jasne jest oparcie się na przygotowanej strategii tego wizerunku. Jasne i trudne zarazem. No bo to i audyt zrobić trzeba i strategię samej firmy przemyśleć i wypracować tę wizję na zaś, czyli na przyszłość, i to w skali co najmniej kilkuletniej, jak nie więcej. Czy pomoże w tym spec/teoretyk od CI? wątpię, wkraczamy bowiem w obszar nie tyle komunikacji wewnętrzno-zewnętrznej co podstaw samej firmy. Po prostu bez tych podstaw nie da się opracować żadnej komunikacji. Ale przewrotnie da się zbudować identyfikację wizualną. Kulawą to prawda, ogólną do granic możliwości, ale się da. Ba, w miarę obrastania firmy w piórka da się, na upartego, dorobić teorię, która ukierunkuje dalsze działania. Bzdura! zakrzykną zapewne specjaliści od komunikacji. Czyżby? wystarczy rozejrzeć się wokół. Słynna Coca-cola dostała logo, na którym oparta jest i obecna identyfikacja, od księgowego, sumiennie wykaligrafowane. Tylko proszę mi nie tłumaczyć że wraz z rozwojem firmy zmieniała się jej wizja, posłannictwo itp. duperele. Owszem zmieniało się tylko jaki wpływ miało to na logo? bardzo prosty lifting i niezauważalne dostosowanie do nowych czasów.

Szumne generowanie teoretycznych podstaw każdej nowej misji, w wypadku firmy, funkcjonującej od lat, ma za zadanie jedno, nie łudźmy się, wygenerowanie nowych i wyższych dochodów, po to w końcu istnieje biznes. Oczywiste że każda metoda dobra, która prowadzi do celu. Naturalnymi metodami są reklama, CI, marketing Nie na darmo jednak teorie marketingowe odwołują się do teorii wojny. Bo to wojna, nie tylko z konkurencją, ale również z klientem. Wojna o jego zmysły, chęci, zamiłowania, uczucia i co kto chce, a tak naprawdę o jego kasę. Wszystkie chwyty i bronie dozwolone, by zagarnąć i zniewolić. Podatność na sugestie wykorzystywana w reklamie a podbudowana misją i strategią teoretyczną, ciężka broń w postaci identyfikacji wystrzeliwana z regularnością działka szybkostrzelnego w oczy klienta, badania odpowiedniego momentu emocjonalnego, chwili słabości i podatności by do użycia wprowadzić tajemną broń przywiązania do marki. Trafiony, zatopiony. Coraz nowsze techniki atakowania naszych zmysłów napotykają jednak barierę, jaką jest zwykły przesyt daną bronią u odbiorcy, broń traci na sile rażenia i kule Pan Bóg nosi. Powstaje totolotek z trafieniami i czas na nową misję, nowe strategie i horyzonty, nową ma się rozumieć również wizualność. Nie tylko koło historii zatacza krąg, chociaż czasami po prostu się zatacza.

Paradoks nowego znaku polega na prostej konstatacji – już jest, ale dopiero będzie. Fizycznie jest, jest projekt znaku mającego określony i zaakceptowany kształt i dookreślenie nazwą. Został więc mu przypisany ścisły zakres pojęciowy. Ale to martwa fizyczność, w którą trzeba tchnąć ducha i ożywić. Dać mu szansę zaistnienia i zetknięcia z odbiorcą i jego reakcjami, emocjami i skojarzeniami. Dopiero wraz z nimi zacznie żyć. Dopiero ubrany w tiurniury reklam, fantazyjne upchany w zaplanowanych kontekstach nabierze ciała i zacznie prawdziwe życie, życie w świadomości konsumenta. Do tego momentu zaistnienia, w świadomości odbiorców, jego przypisane znaczenia i symboliki nie mają większego znaczenia. Można je zmienić na inne, zmieniając ledwie logotyp. Jasne że ta sztuka nie uda się w wypadku znaku czysto literniczego, ale śmiem twierdzić, że wobec każdego innego, zawierającego element graficzny, już tak. Żeby nie być gołosłownym zastanówmy się przez moment czy np. słynne jabłko Apple dałoby się wpisać w inne znaczenia, symboliki i konteksty. Ależ znakomicie, to samo Nike, Mercedes, Puma, Renault, Deutsche Bank i inne znaki/sygnety. Fakty są więc niezaprzeczalne to świadomość nas odbiorców kreuje markę, ale także postrzeganie symboliki logo. Niekoniecznie podpowiedzianej, opisanej, podanej odbiorcy na talerzu, raczej symboliki zawartej w samym znaku i czytelnej w odpowiednim anturażu na podstawie jego własnej wiedzy i doświadczenia. Czy to oznacza że te znaki są złe? Ależ skąd. Są znakomite, unikatowe i mocno akcentują kogo oznaczają. Właśnie dlatego że nie są bytem martwym, a wbudowanym w ściśle określony kontekst wizualności firmy. Zerknijcie na to co zaprezentował Mario Amaya cz.1 i cz.2

Dlaczego to piszę? ano utarł się u nas dziwny obyczaj udowadniania wyższości poszczególnych działań, w obszarze identyfikacji, nad innymi. PR-owcy twierdzą że to ich działka najważniejsza, marketingowcy zasługi przypisują sobie, a jeszcze reklamowcy swoje, a graficy, że o wizerunkowcach czy teoretykach CI nie wspomnę. Wszyscy uważają resztę za podmiot wykonawczy, potrzebny, ale mniejszej wagi. Każda pliszka swój ogonek chwali a w efekcie klient zostaje wielekroć w malinach. Bo o ile każda ze stron triumfalnie ogłasza że to ich zasługa, to już w wypadku klęski winni są inni. Bo czy ktoś widział twórcę mówiącego – sorry, to ja spieprzyłem tę reklamę, albo koncepcję CI, albo logo? Ano nie, martwa cisza i zaciągamy kotarę. Od braku kompetencji decyzyjnych, po stronie zleceniodawcy, do braku chęci współdziałania na każdym poziomie, po stronie wykonawców, tworzy się zaklęty krąg nakładających się i nawarstwiających potknięć i aż cud, że wiele tych działań kończy się sukcesem. Tym bardziej że aparat mierniczy tych wszystkich działań jest zbyt zawodny i tak naprawdę wzrost sprzedaży może równie dobrze wynikać z kampanii reklamowej, marki jako takiej, ale i pogody za oknem, albo zwykłej dostępności, czy przypadkowej zupełnie plotki, a czasem po prostu błędu konkurencji. Skąd pewność że nasza wspaniała kampania przyniosła ten zysk? A może to właśnie fatalna kampania naszych przeciwników dostarczyła nam tych klientów? Bo wbrew pozorom łaska klienta na pstrym koniu jeździ i nawet „dopieszczany” potrafi zmienić front, przechodząc do konkurencji.

Mamy więc w tych puzlach kolejny element układanki – obsługę klienta, rozumianą niestety przez wielu jako uśmiechnięty personel i zamieciony holl. A co mnie interesuje czy panienka się szczerzy jak koń w uśmiechu, skoro z tejże przykładowej panienki wydusić się nie da żadnych treściwych i pomocnych informacji, co mi po zamiecionym hollu derekcyji, skoro na ulicy przed firmą zęby można wybić na dziurach, a chodnik miotły nie widział od ostatnich obchodów pierwszomajowych za soc. Co mi z tej sztuczności zachowań, jeśli za nimi nie stoi rzeczywista chęć pomocy mnie jako klientowi, a przemożna chęć obrony firmy przed natrętem. Na dodatek wszystkie takie pozorowane działania nazywają „troską o klienta”. Ci sami ludzie zauważający niestosowność, czy naganność postępowania w innych firmach, których są klientami, jednocześnie u siebie tego nie widzą, ba, wielekroć kopiują takie zachowania jako „bardziej efektywne”. No ok, można sobie powytykać i odpuścić, ale skądeś ta sytuacja wynika. Bo nie tylko z akurat takiego charakteru pracownika, ale i przyzwolenia No to zadajmy sobie proste na pozór pytanie – w ilu firmach jest kompetentna osoba dbająca o jej wizerunek, również w obszarze kultury obsługi, na tyle silna by nie wpływały na nią naciski, sugestie i małe szantaże, umocowana na tyle silnie, by podjęte decyzje były wprowadzane w życie?

Ci od CI to, wbrew pozorom, to nie tylko teoretycy, projektanci, ale wszyscy bawiący się tymi puzzlami, również ci obsługujący zadania wizerunkowe po stronie firmy. Tak jak znak nie funkcjonuje sam z siebie, tak i teoretyczne podstawy strategii nie funkcjonują bez ich wprowadzenia, są czystą teorią. Wprowadzenie ich w życie ożywia je, jednak tylko na tak długo, jak długo są realizowane konsekwentnie i z determinacją. Tak długo jak ich twórca ma możliwość wprowadzania korekt i poprawiania tej strategii jeśli jest taka potrzeba, a rzadko ma. Na ogół pałeczkę przejmuje kto inny, dostosowując, dopasowując, przykrawając do potrzeb i własnych mniemań i gustów. Twórca, każdego z etapów, traci jakikolwiek wpływ na własne dzieło zaraz po zakończeniu zlecenia.
A może to i dobrze...

Etykiety:

19 maj, 2008

Europejska Stolica Kultury

W Poznaniu nareszcie wykaraskali się z dwuetapowego konkursu na logo Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Pierwszy konkurs miał formułę otwartą i... nie spełnił wymagań. Drugi skierowano do profesjonalistów i jak wyjaśnił Maciej Frankiewicz, (wiceprezydent Poznania):

Tu najlepsza okazała się poznańska agencja Men at Work, która przygotowała naszym zdaniem najciekawszy projekt


Tomasz Hilt z Agencji Man at Work, cytat za money.pl, mówi tak:

Logo jest na tyle uniwersalne, by móc je odnieść do różnorodnych treści, jakie niesie za sobą projekt, a jednocześnie nawiązuje do symboli, które mają znaczenie dla poznaniaków, stąd koziołek i kolor niebieski





fotka z konferencji - Aleksander Bąk


Mnie się podoba, na pewno pozytywnie wyróżnia się w dotychczasowej konkurencji. Gdybym miał wybierać stolicę kultury, tylko po znaku, Poznań wygrywa. Na końcu dałem zestawienie znaków, dla porównania.


A co u konkurencji do miana Europejskiej Stolicy Kultury?

Warszawa aspiruje, jak zwykle. No i fajnie, z jednym zastrzeżeniem - zamiast działań mamy pozorowane ruchy. Było logo Młodoźeńca, zaprojektowane na tę okoliczność,



było, ale się zbyło. No to co, że było lepsze od nowego, że już warszawiacy je zaakceptowali? Kogo to interesuje. Nowe lubi się pokazać. Ciekawe czy, oprócz przytaczania negatywnych opinii z gazet, zrobiono jakies badania. Założę się że nie. Bo po co?

Nowa zarządzająca sprawami warszawskiej kandydatury postanowiła zabrać się ostro do roboty i... zmieniła logo. Amatorszczyzna.


Autorem tego symbolu "kultury" jest grupa artystyczna Twożywo, nb. laureat Paszportu Polityki 2006


Na stronie Urzędu Miasta czytam taki pasus:

Zarówno poprzednie logo, jak i film, były kontrowersyjne w swej wymowie i nie spotkały się z przychylnym odbiorem. Początkowa komunikacja wizualna została skrytykowana przez publicystów i mieszkańców Warszawy. Głównym celem zmiany logotypu było stworzenie pozytywnych symboli towarzyszących walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Z kolei na na wp.pl  Krzysztof Libel i Mariusz Sidorek opisują swój projekt następująco:

Projekt logotypu "WARSZAWA 2016 - EUROPEJSKA STOLICA KULTURY" w pewnym stopniu nawiązuje stylistycznie do złotego rozkwitu miasta w okresie międzywojnia. Symbolicznie w znaku zawarta jest falująca dynamika odzwierciedlająca żywiołowe tempo życia miasta, jego witalność i młodość. Rosnące litery akcentują to, że proces ciągłego rozwoju jest wpisany w specyfikę miasta. Zmienność koloru napisu podkreśla współegzystowanie różnorodności tradycji i pokoleń.

Ręce opadają. To już przestaje być śmieszne, całe to dorabianie dętobzdetnych ideologii. Rozumiem że twórca czymś się inspirował, na jakimś briefie pracował, wszystko ok, ale albo to widać, bez dopowiadania, albo nie. Jak nie widać, to żadna ideologia nie pomoże. Ja bardzo przepraszam, czy jak artysta zrobi kupę i nazwie ją różą, to ona natychmiast zacznie pięknie pachnieć?

Więcej o przemyślnych działaniach pozorowanych zmianą logo na infowarszawa.pl

Konkurencja razem

A skoro wracam do tematu, pisałem o tym w listopadzie ub. roku, warto raz jeszcze pokazać konkurencję, bez Szczecina gdzie jeszcze myślą co zrobić:

Poznań 2016 Europejska Stolica Kultury  Lublin 2016 Europejska Stolica Kultury


Łódź 2016 Europejska Stolica Kultury                Toruń 2016 Europejska Stolica Kultury
Warszawa 2016 Europejska Stolica Kultury Gdańsk 2016 Europejska Stolica Kultury

 A propos Gdańska, i jego logo Europejskiej stolicy Kultury, trafiłem, nieco spóźniony, na blog Tomasza Topy. Pozwolę sobie zacytować  wypowiedź Anny Czekanowicz, z-cy dyrektora biura prezydenta Gdańska ds. kultury, sportu i promocji. uzasadniającą wybór projektu autorstwa Moniki Krause.

Głównym kryterium wyboru była wyrazistość artystyczna, a nagrodzona praca nie tylko jest ciekawa kolorystycznie, ale przede wszystkim pobudza wyobraźnię.

No moją pobudziło nad wyraz, na wszelki wypadek zmilczę Szczególnie owa koga przypominajaca nocnik.
Warto poczytać całą notkę, bo autor pokazuje i komentuje także inne trójmiejskie znaki. Więcej zaś o wrażeniach jakie wywarł projekt  na forum.rzeczy.net


-------
Źródła Poznań:
2016poznan.pl
tutej.pl
money.pl
epoznan.pl
radiomerkury.pl
goldenline.pl

Źródła Warszawa:
Agnieszka Kowalska i Izabella Szymańska - "Logo za logo", Gazeta Wyborcza,Stołeczna,10-11.05.2008

Etykiety: , ,

01 kwiecień, 2008

Rebranding Matsushita

Tak się dziwnie sklada, że w Polsce nazwa firmy Matsushita Electric mówi niewiele, choć, założona w 1918 r. przez Konosuke Matsushita, firma należy dziś do ścisłej czołówki japońskich  koncernów hi-tech. O ile ze znajomością samej Matsushita kiepsko, trudno znaleźć nawet jej logo, o tyle takie marki jak Panasonic czy Technics znamy doskonale. Są to brandy właśnie firmy Matsushita, która dotąd pozostawała w ich cieniu. Idzie jednak zmiana, i to dość charakterystyczna, kolejny koncern, w styczniu pisałem o Xerox, przejmuje jako swoją markę firmową własny brand handlowy. Tak więc od 1 października 2008 roku zamiast koncernu Matsushita Electric będziemy mieli koncern Panasonic Corporation.


Panasonic


Ale to nie jedyna zmiana, zniknie, przy okazji tego rebrandingu, marka handlowa National, ceniona na rynku agd.


National


Niestety brak w oświadczeniu firmy z 10 stycznia 2008 r. informacji co do losów innych marek handlowych, bedących w portfelu koncernu, jak choćby Technics, Nais, Quasar, Ramsa czy Rasonic.


Technics


Choć przyznam, znalazłem także informacje, w pcworld o rezygnacji z tych marek na rzecz wzmocnienia brandu Panasonic.

Więcej:
wikipedia
techjapan.com
jabse.com
japantimes.co.jp
dpreview.com

Etykiety:

18 marzec, 2008

Identity: Best of the Best 2008

Zakończyła się tegoroczna edycja konkursu "Identity: Best of the Best 2008", organizowanego przez moskiewski Identity Magazine wraz z ICOGRADA.

Co prawda po pierwszej selekcji na tzw. długiej liście znalazło się 2 polaków: Wojciech Janicki (w 3 kategoriach) i piszący te słowa (w 2 kategoriach), to jednak po kolejnej na krótkej liście pozostał tylko Wojciech Janicki, w kategorii projektów dla organizacji niekomercyjnych. Niestety do finału zabrakło mu łutu szczęścia, szkoda.

Międzynarodowe jury w składzie Steff Geissbuhler(USA), Shigeo Fukuda (Japan), Miles Newlyn (UK), Garry Emery (Australia), Afonso de Souza (Portugal), Stefan Weil (Germany), Brigitte Evrard (Belgium), Alex de Janosi (USA), Vanja Cuculic (Croatia), Olga Parzhitskaya (Ukraine), Elie Papiernik (France) i Michel de Boer (Netherlands) przyznało nagrody w 12 kategoriach. Prace laureatów można obejrzeć na stronie artgraphics.ru

Kolejna edycja "Identity: Best of the Best 2009" rozpoczyna się 01.09.2008.

Uzupełnienie:
Biję się w piersi aż echo niesie i jest mi strasznie wstyd za gapiostwo. Dzięki komentarzowi Tomka i ponownemu przesledzeniu listy odkryłem że polaków jednak faktycznie było 3! Zgubiony przezemnie to Tomasz Politanski.
Za ten niewybaczalny błąd z mojej strony najmocniej zainteresowanego przepraszam.
Uzupełnienie 2:
Od przybytku głowa nie boli a milej, bo okazuje się że był jeszcze jeden Polak - Aleksander Lenart. Przepraszam że nie dooczyłem.

Etykiety: , ,

16 marzec, 2008

W kierunku paranoi

Prawa autorskie i problemy wynikajace z rejestracji zaczynają przypominać coraz bardziej wir, wciągający wszystko co się da.
Mamy więc kontrowersje, jak w wypadku T-Mobil, ale i zupełne abberacje*, jak przy okazji działań Red Bula i Ferrari. Zresztą sami poczytajcie.

Kontrowersyjny kolor
Nie tak wcale dawno szumu narobił T-Mobil rejestracją koloru magenta, mobilizując tym samym, pod haslem Free Magenta, przeciw sobie i takim pomysłom rzesze grafików. Niby wszystko było w porządku, bowiem istnieje prawna możliwość zastrzeżenia koloru, ale używanego w konkretnym kontekście. Dobrym przykładem mogą być kartki PostIt firmy 3M mające zastrzeżony kolor jasnożółty, fiolet dla czekolad Cadburyego czy zielone stacje paliw BP. Mamy więc możliwość zastrzeżenia koloru w bardzo precyzyjnie określonym zastosowaniu, a nie samego w sobie.
Kiedy już wszystkie korporacje wpadną na ten pomysł, rozwijając go twórczo, pracując nad kolorowym obrazkiem będziemy pisać prośby o zgodę właścicieli koloru na namalowanie w nim niebieskich® obłoczków i zielonych® krzewinek, a i takoż pomarańczowego® słoneczka...

Abberacje Red Bull*
Kuriozalny kwiatek na tej łączce zafundował Red Bull, słynne "red Bull doda Ci skrzydeł" domagając się zaprzestania posługiwania tym hasłem od małej śląskiej fundacji pomocy dzieciom "Dodaj dzieciom skrzydeł", zwana też "Skrzydełko".
Anna Czernicka, rzeczniczka Red Bulla: - Znak stowarzyszenia jest podobny do naszego znaku towarowego. W tej sytuacji istnieje ryzyko, że towary i usługi oznaczone znakiem "Dodaj Dzieciom Skrzydeł" zostaną przez opinię publiczną uznane za sponsorowane przez Red Bulla lub że stowarzyszenie jest w jakiś sposób powiązane z naszą firmą.

Szanownym myślicielom z RB nie przeszkadzało to że nazwa/hasło fundacji brzmi "Dodaj dzieciom skrzydeł", ani to że jest organizacją non-profit, niemogącą być żadną konkurencją. Aby pomylić obie "firmy" trzeba by chyba "jechać na ostrym gazie". Zastanawiam się czy przed napisaniem i wysłaniem tego żądania ktoś w RB nie za bardzo uwierzył we własne hasło i uskrzydlony nie nadużył własnego napoju. Myślicielom nie przeszkadza że hasła nie są identyczne, a i zakres działania diametralnie różny, niekolizyjny nijakim sposobem.
Czekam teraz na zgłoszenie przez Red Bull zastrzeżeń do niejakiego Adasia Mickiewicza, który, niecnota, w Odzie do młodości bezczelnie używa zwrotu "Młodości dodaj mi skrzydeł". Mało że funkcjonuje owo w milionach egzemplarzy to, co gorsza, miesza w głowach dziatwie szkolnej, która, zmuszana do nauczenia się na pamięć, może ową Odę pomylić z wyrobem Red Bulla, albo, niedajbóg, sądzić że RB sponsorował niejakiego A. M. podczas pisania.

Oddawaj emblemat!
Co może żądać właściciel logo możemy się przekonać na przykładzie Ferrari. Słynna scuderia wytoczyła ciężkie działa i zażądała od brytyjczyka Dana Crawleya z Manchesteru usunięcia emblematów Ferrari z jego samochodu. Nie idzie tu o emblematy przypięte do samochodu innej marki, a jak najbardziej autentyczne i fabrycznie umieszczone emblematy na równie fabrycznym i autentycznym ferrari "360 modena". W czym problem, że włochów poniosło? Drobiazg, brytyjczyk stiuningował swoją brykę wydłuzając ją do 6 metrów.
Czy prywatny właściciel może dokonać jakichkolwiek przeróbek rzeczy, która jest jego legalną własnością, czy też nie? Wychodzi że nie. Dla tiuningowców to może być bardzo istotne pytanie, ale nie tylko, bo jak wszyscy wiedzą przeróbkom i to dość istotnym podlegają także auta rajdowe, hmm... Patrząc szerzej - taka na przykład przeróbka odkurzacza na kosiarkę może skończyć się odebraniem logo producenta odkurzaczy. Strach myleć co mi mogą jeszcze odebrać.
Więcej - moto.wp.pl za timesonline.co.uk gdzie jest i fotka dzieła Crawleya. A tu - allworldcars.com znajdziecie więcej fotek przestępczego działania oraz inne potencjalnie zagrożone dzieła tiuningowe.

Tym razem nie umieściłem żadnego logo by, broń boże, właściciele nie zażądali usunięcia go ze względu na krytykę ich posunięć. Na wszelki wypadek też zamalowałem logo na samodzielnie tiuningowanej kosiarce, ostrożność nie zaszkodzi.

-----
*Aberracja - w optyce nieprawidłowość odwzorowania przez soczewkę lub układ optycznych przedmiotów, nieostry , zniekształcony lub zabarwiony obraz. Odróżnia się abberację geometryczną i chromatyczną (barwną).

Etykiety: ,

11 luty, 2008

Atlanta 1996 - sprostowanie

Najpierw dostałem mail z pytaniem - które właściwie logo używane było na igrzyskach olimpijskich w Atlancie, w 1996 r.? Byłem pewien, że projekt autorstwa Brada Copeland /Atlanta/, z 1988 r, prezentowany  poniżej


logo Atlanta 2004


a umieszczony przeze mnie w tekście Nowe logo London 2012 . Postanowiłem jednak sprawdzić, jako że moda na zmienianie raz wybranego znaku to nie tylko aktualna przypadłość. No i fakt. Okazuje się, że słaby ze mnie sympatyk sportu i nie zauważyłem zmiany. Dzięki stronie Charlesa Apple sprawa się wyjaśniła. Ostatecznie nastąpila zmiana projektanta i finalne logo imprezy  zaprojektowała firma designerska Walter Landor Associates z San Francisco,


II wersja, finalna
ostateczna wersja logo Atlanta 1996


więcej ciekawostek na ten temat można znaleźć na stronie Atlanta and the Game.


Mnie i tak podoba się to pierwsze.


Etykiety: ,

18 styczeń, 2008

Ot misz-masz masz

Nie aż tak dawno temu Unilever wprowadził swoją odmienioną idenytyfikację



 i już mamy próby naśladowania tamtej idei, jak to bywa z epigonami w wersji niestety dużo gorszej


logo Świat Zdrowia


Świat Zdrowia to program marketingowy. Opracowała go w 2007 r. Agencja HealthWay cytując tekst Łukasza Szewczyka z portalu media2:


Agencja HealthWay opracowała strategię komunikacji obejmującą szereg działań, począwszy od logotypu programu poprzez przygotowanie wizualizacji aptek i zaprojektowanie narzędzi budujących relacje pomiędzy farmaceutą, a pacjentem.


Sprawa wykorzystania idei Unilevera jest bezsprzeczna, widać przy ogromie zadań zabrakło pomysłu na własną kreację. Że nie wspomnę o przemyśleniu, tej zapożyczonej. Wyszedł "worek z prezentami", wrzucone jak wpadło pod rękę.


A skoro już się czepiam, to - co robi w samym środku krzyża waga, symbol sądu i prawa? że niby też się waży różne ingrediencje? zapewne, ale warto znać i zwracać uwagę na symbolikę uzywanych elementów. Bo oto mamy kolejny ciekawy element w znaku - lampa alladyna. Miłej zabawy w szukaniu kolejnych.



Ot misz-masz masz.

Etykiety: ,

15 styczeń, 2008

Dziarski 60 latek WARS

Pamiętacie dziwny konkurs na nowe logo Wars?


Od owego konkursu minął rok, w czasie którego panowała martwa cisza, wyników konkursu nijak nie dało się obejrzeć, aż tu z szumem PR wystartowało to nowe


nowe logo WARS SA


Prezent na na 60 lecie. Jak to wyczytałem na signs.pl:


"Celem rebrandingu jest odświeżenie i poprawienie odbioru marki wśród podróżnych oraz podniesienie jakości oferowanych usług i poziomu obsługi. Moim marzeniem jest by w przyszłości 1% podróżujących wybierało kolej jakoś środek transportu ze względu na usługi jakie proponuje Wars” – powiedział Prezes spółki Zbigniew Terek.

Fajnie ale ciekawsze jest przedstawienie tego rebrandingu na stronie firmowej WARS. Szczyt zwięzłości, ani kto projektowal, ani przedstawienia znaku w większym rozmiarze, że o przykładach zastosowania nie wspomnę.
T A J E M N I C A cicho sza. Dosłownie 4 zdania w stylu:


"Celem rebrandingu WARS jest odświeżenie i poprawienie odbioru marki wśród podróżnych oraz podniesienie jakości oferowanych usług i poziomu obsługi."


Wiem, powtarzam się, a może oni nie mają nic wiecej do powiedzenia.


Przy okazji próbowałem znaleźć w necie stare logo, gapa nie zciągnąłem wtedy, i... bryndza. Na hasło "Wars logo" w mister G wyskakuje cała fura, tyle że Star Wars. Ciekawe swoją drogą jak firma z taką wojenną nazwą, dla obcokrajowca z angielskim, będzie się kojarzyć ze spokojnym snem i dobrym jedzeniem, à rebours?


A wracając do starego logo - może ktoś ma i zechce podesłać?


Dopisek dla nieznających francuskiego: à (a.au) rebours - na opak, na wspak, na odwrót; wstecz.


UZUPEŁNIENIE


1. Dzięki przesyłce od  Pawła Wojcieszka mogę uzupełnić temat o stare logo WARS. Dziekuję za pomoc.


stare logo WARS


2. Dostałem też informację o autorze nowego projektu - nowe logo  zostało stworzone przez  prof. Jacka Milera, Loża A5 (dawniej Grupa A5).


3. Kwestia PR pozostała otwarta, bóg raczy wiedzieć dlaczego wybrana do tego agencja, w pół roku od zakończenia prac projektowych zorganizowała całą 1 konferencję prasową i czemu na stronie www szerokim łukiem omija się temat ogólnikami, miast o tym trąbić wszem i wobec ze szczegółami


Co sądzą o logo Wars sami zainteresowani, z branży kolejowj, można poczytać na portalu miesięcznika Rynek Kolejowy

Etykiety: , ,

14 styczeń, 2008

Nowa twarz UPC

Z początkiem roku przestała istnieć marka chello


logo marki Chello


Jest to efektem zapowiadanych, już od połowy 2007 r., przez Liberty Global, spółkę matkę UPC, zmian wizerunku dla europejskiej części koncernu.


logo Liberty Global


Tak dla przypomnienia - UPC Broadband division działa w 10 krajach europejskich - Holandia, Szwajcaria, Austria, Irlandia, Polska, Węgry, Czechy, Rumunia, Słowenia oraz Słowacja, skupiając ponad 10 milionów klientów.


Nowe logo UPC


nowe logo UPC


Odnoszę nieodparte wrażenie, że inspiracją dla projektanta był chyba najzwyklejszy karczoch. Zresztą można porównać


karczoch.


 Tendencja konstruowania znaków w stylistyce web 2.0 jak widać ma się dobrze, choć akurat tu, z racji obszaru podstawowego działania - internet i tv kablowa, wydaje się być uzasadniona, co zresztą widać po efektownej animacji z logo na stronie www UPC Polska


www UPC Polska 1


www UPC Polska 2


www UPC Polska 3


Pozostaje jednak kwestia wykorzystania znaku na innych polach, w wersji monochromatycznej czy achromatycznej, na przykład nadruk na długopisach.


Dla przypomnienia - stare logo UPC


stare logo UPC


Uzupełnienie bardzo istotne, choć po czasie, projektant: nowa identyfikacja UPC jest dziełem Branding Agency Venturethree z Londynu


--------------


źródła:
Liberty Global
telepolis.pl
lupa.cz
yerbasana.cl

Etykiety: ,

08 styczeń, 2008

Nowy Xerox

Wraz z nowym rokiem firma Xerox zaprezentowała swój nowy wizerunek



 logo zaprojektowane zostało przez jedną z najbardziej uznanych firm brandingowych Interbrand.



Krótka historia logo Xerox


Historia firmy zaczyna się w roku 1906, nosi wtedy jeszcze nazwę Haloid



1938 r.



W roku 1948 pojawia sie po raz pierwszy nazwa Xerox, jeszcze jako marka Haloid Company



Po małym retuszu kolorystyki X, na czerwień, logo dotrwało do 1961 roku, kiedy to pojawia się zupełnie nowy znak, w granatowo-czarnej kolorystyce, sprowadzony wyłącznie do logotypu z charakterystycznymi zagięciami nóżki w literze X oraz słowem corporation.



Kolejną zmianę przynosi rok 1968. Znak zostaje uproszczony, bez słowa corporation, litera X zostaje pozbawiona charakterystycznych wydłużonych zagięć nóżki.



1993 następuje zmiana kolorystyki na czerwień i pojawia się słynne X, jako sygnet. Projektant Mark Fox.



Sygnet stał się znany nie tylko z racji bardzo charakterystycznej formy, ale i plagiatów sprzedawanych przez dwie internetowe "fabryki" logo - Instalogo.com, podaję za katzidesign, i Logoworks.com - owocność prac tej ostatniej można pooglądać na stronie LOGOWORKS.COM RIP-OFFS



W roku 1994 pojawia się sam logotyp z pełnym zapisem nazwy The Document Company Xerox. Dominuje pierwsza część The Document Company w kolorze czarnym, zaś samo Xerox w kolorze czerwonym jest nieco na doczepkę. Rok 2002 przynosi korektę wielkości w ramach logotypu, Xerox zostaje powiększony na całą szerokość wiersza The Document Company, by po kolejnych dwu lata, 2004 r., pozostał już tylko Xerox.



 
Źródła:
Xerox
underconsideration
cliccalastoria.it
startguiden

Etykiety: , ,

06 styczeń, 2008

Państwo jak korporacja cz.2

Część 1 Wiadomość dobra

2. Wiadomość zła - a nam to wisi.


I to podwójnie. Po pierwsze sami nie wiemy jakiej symboliki używać i co ważniejsze. Bo niby skąd skoro ustawa jak była kulawa tak jest. Po drugie każde ministerstwo to w końcu udzielne księstwo, co należy podkreślić. Po trzecie Nie ma nikogo komu, w rządzie, pilnowanie wizerunku pod tym wzgledem leżało na sercu. Zresztą to akurat żadna nowość, dotąd żaden  z rządów sobie głowy takim drobiazgiem nie łamał, to czemu miałby akurat ten. Zresztą to mało medialne.


Tak więc mamy misz-masz z nagłówkami portali ministerialnych niezły. Da się jednak wyodrębnić trzy podstawowe grupy:


1. Tych co używają herbu państwowego. Inna sprawa jak go używają.



Nie tylko różnie uzyty herb ale i różne pomysły i szerokości nagłówka, a co za tym idzie także wielkości herbu.  Mniejszy, większy, z prawej lub lewej, cienie, paski itp.



2. Ci co uznali że lepsze samo godło.



Warianty jak widać też od lasa do sasa, nawet półorzeł się trafił.



3. No i wreszcie "samodzielne księstwa ministerialne", bez symboli narodowych, bo i po co.



Choć nie calkiem, Ministerstwo Rolnictwa ma nie tylko symbolikę państwową, w postaci co prawda tylko flagi, ale i UE. Tyle że kolejność dość dziwna a i pomieszczenie także. Jak z tego widać nawet kolejność występowania symboliki to problem ponad siły i dla zlecających, i dla projektantów owych witryn. No i mamy swojskie "każdy sobie rzepkę skrobie".


Liczę jednak na to, że przy okazji jakiejś kolejnej zmiany nagłówka/nagłówków, ktoś pójdzie po rozum do głowy i zastanowi się, jak takie nagłówki budują obraz rządu, obraz państwa. Może nie trzeba aż tak wiele kasy na kampanie wizerunkowe a wystarczy zrobić parę małych, niestety przemyślanych kroków. Warto brać przykład z korporacji, one już to przećwiczyły na własnych błędach. Nic tylko skorzystać.


Etykiety: , , ,

03 styczeń, 2008

Państwo jak korporacja cz.1

Pisanie o potrzebie dbałości o wizerunek, szczególnie o wizualną jego część, to już truizm. Tym bardziej jeśli rzecz tyczy wielkich korporacji. Dłbałość o szczegóły jest w nich doprowadzona do perfekcji, corporate identity zawierają setki stron opracowań szczegółowych, a brandopiekunowie bywają zmorą drukarń, z tym perfekcyjnym sprawdzaniem i czepianiem się najdrobniejszych odchyłek odcienia koloru.


Mawia się że korporacje, szczególnie ponadnarodowe, to swoiste państwa rządzące się własnymi prawami i kierujące się z żelazną konsekwencją wypracowaną strategią i ideą. Fakt, niektóre mają większe budżety niż niejeden kraj. Porównanie to działa również w odwrotną stronę - państwo jako swoista korporacja. W obu wypadkach mamy do czynienia z posługiwaniem się marką. W jednym wypadku, korporacji, jest to logo  w drugim - symbolika państwowa,  konkretnie herb/godło. Skoro tak, to należałoby oczekiwać podobieństw w warstwie wizualnej o wiele szerszych. Tak się jednak dziwnie składa, że o ile korporacje mają i wykorzystują bogate opracowania corporate design, o tyle państw już ta sfera nie specjalnie interesuje. Są naturalnie opracowywane księgi herbu, w szerszym lub węższym ujęciu, ale i bywa, jak w wypadku Polski, że brak nie tylko księgi herbu, ale nawet zestandaryzowanej achromatycznej  postaci godła. O błędach terminologicznych ustawy nie wspominając, pisałem już o tym kilkakrotnie - zobacz heraldyka


Spojrzenie na państwo jako korporację, pozwala porównać rząd do władz korporacyjnych, a te, jak wiemy, odpowiedzialne są za wizerunek firmy, nie tylko za wynik finansowy. Inna sprawa, że owa dbałość o wizerunek przekłada się im jakoś zawsze  na wynik finansowy i to dodatni. Może więc warto porównywać i brać przykład?


Proste i oczywiste konstatacje, że zacytuję klasyka oczywista oczywistość, a jednak... patrząc na tę sferę wizualną państw wydaje się ani proste, ani tym bardziej oczywiste. Może to kwestia myślenia o sprawach nibydrobnych a istotnych, czymże jest identyfikacja symboli wobec bezrobocia czy perspektyw wzrostu gospodarczego. A jednak upieram się,  ten drbiazg wart jest zachodu i dopieszczenia, o zym przekonuje nas przykład korporacji. Może brak owego myślenia o drobniejszych rzeczach przeszkadza  politykom, zapatrzonym w szerokie horyzonty i wielkie liczby, uswiadomić sobie istotność jednolitej identyfikacji państwa. Sami dbają i o swój wygląd i poprawność wymieniania ich z nazwiska. Wiedzą jak ważny jest ich wizerunek w mediach, jak się przekłada na głosy wyborcow, ba ogromnie dużo, szczególnie u nas, używają słów takich jak Patriotyzmu, Ojczyzny, Rzeczypospolitej itp.. I co? ano nic, nie mogą jakoś zauważyć przy tych hasłach siermiężności wizualnej, która ma państwo reprezentować, być jego" twarzą". Standaryzacja posługiwania się symbolami państwowymi, przez agendy rządowe,  leży martwym bykiem.


DWIE WIADOMOŚCI- DOBRA I ZŁA


1. Wiadomość dobra - są jednak państwa dbające o swój wizerunek w każdym detalu i standaryzujące uzywanie symboliki państwowej,  przez ministerstwa  i agendy rządowe,  tak w necie jak i realu. Jednorodność występowania owej symboliki, wszystko jedno państwowej czy korporacyjnej, przekłada się bowiem nie tylko na jej szerszą rozpoznawalność, ale także, co jest niezwykle cenne, buduje pozytywne skojarzenia. Przykład, na wlaściwe podejście do wywołanego tematu, jest nieodległy i także w pewnym sensie oczywisty - Niemcy. Kto jak kto, ale oni zawsze byli poukładani, więc jakoś mnie to nie dziwi, raczej im zazdroszczę..



Niemcy opracowały swoją standaryzację w roku 1999. Przyjęto jednorodny układ dla wszystkich agend - godło oddzielone od logotypu trzykolorową linią w barwach narodowych. Układ bardzo prosty i czytelny. Jak to wygląda w praktyce, choćby netowej, można zobaczyć na przykladzie nagłówków portali niemieckich ministerstw.



Warto zwócić uwagę nie tylko na jednorodność używania opracowanego układu, wielkość i miejsce usytuowania, ale i także taka sama szerokość nagłówkow poszczególnych ministerstw.


Nie jest to naturalnie jedyny przyklad poprawnego podejścia do używania symboliki państwowej przez agendy rządowe. Opracowana przez MetaDesign standaryzacja na tyle jest atrakcyjna i sprawdzona by "zainspirować" twórców, powstałej w roku ubiegłym, standaryzacji hiszpańskiej, vide plagiat


2. Wiadomość zła - w następnym odcinku

Etykiety: , ,

31 grudzień, 2007

Z remanentu 2007

Remanent czas zacząć powiedział słoń...  i potłukł chińską wazę, co była nieopatrznie pod bokiem. Kupi się nową, ładniejszą - burknęła mysza.


Dwa  redesigny logo wzbudziły w upływającym właśnie 2007 roku kontrowersje:


1. projekt prof. Chylińskiego dla Polskiego Związku Motorowego. Oj działo się, bo to i konkurs dla studentów ASP skończył się niczym, projekt zaś, przyjęty przez władze PZM, jakoś nie podpasił niektórym. Moim zdaniem ma jednak dużo zalet i załapie wiatr...



2. projekt Aart Design dla spólki Ruch szybko określone jako "wprawka w projektowaniu ikonek w stylu web 2.0." i "Poprawne odtworzenie tutorialu znalezionego w sieci".- jak określił to jeden z grafików w ostrej dyskusji,  na GL..



Fakt, ni to logo, ni ikonka. Ale smaczek powinien być pełny, więc jeszcze jeden cytat z informacji prasowej Marty Lau, rzeczniczki prasowej RUCH S.A., z 23. listopada 2007 r. - "Zaletą tego rozwiązania jest stosunkowo niewysoki koszt zmian..."


Hmmm... zmiana całego obrandowania i niewysoki koszt?


Etykiety: ,

30 grudzień, 2007

Bakaliowy prezent

Logo Zakładu Transportu Miejskiego m. st. Warszawy do olśniewających raczej nie należy co można łatwo sprawdzić



jakie logo taka i identyfikacja, jak sen początkującego kreślarza...jednak i w tunelu pojawia się, czasem, światełko czegoś normalniejszego i strawniejszego wizualnie.

Studio Bakalie stracilo widać resztkę nadziei że Wielce Szanowni Włodarze zechcą zauważyć ów koszmarek, zwany logo ZTM, i pomyśleć o zmianie. Furda tam, oni jeżdzą wlasnymi brykami. Tak więc wspomniane Studio nie pytane postanowiło zrobić gwiazdkowy prezent pod rozwagę i fajnie wyszlo, znaczy na razie tylko studiu.



Nowe propozycje identyfikacji wizualnej dla Zarządu Transportu Miejskiego Warszawa
W ramach swojej działalności na rzecz propagowania kultury wizualnej i brandingu w naszym kraju, Bakalie Studio Brandingowe przygotowało dwie propozycje nowej identyfikacji wizualnej dla marki ZTM. Prezentację zawierającą propozycje projektów przekazano w ramach prezentu świątecznego dla tej marki.



Więcej treści i obrazków na stronie  Marketing przy Kawie


Etykiety: ,

28 grudzień, 2007

Logo czy obrazek?

Warto poczytać w Gazecie Wyborczej artykuł o kosztach identyfikacji, zrobionej dla firmy Energa. Bardzo duuuuuże pieniądze i ...

Dość ciekawym fragmentem tego artykułu jest numerek, jaki wyszedł był, z prawami do logo. Dotąd sądziłem, że zapominanie o takim drobiazgu, jak autorskie prawa majątkowe do znaku, to domena "allegrowiczów". Ich brak powoduje dość istotny problem - niemożności używania przez firmę własnego, nowo zaprojektowanego logo. Można je sobie, to logo, co najwyżej powiesić na ścianie i kontemplować w charakterze landszaftu. Albo stosując, obudzić się z koniecznością zapłacenia tantiem projektantowi, za nieprawne używanie. Warto to zapamiętać - sam projekt logo, bez przekazania praw, to tylko "obrazek"

Choć jest i druga strona tego medalu - problem konstruowanych czasami przez prawników umów. Jak podejrzewam, po własnych pierepałkach z radcami/prawnikami firmowymi, zasadza się on wielekroć na zwyczajnej nieznajomości prawa autorskiego, przez tychże prawników. Potrafią dopilnować terminów, kar umownych, odsetek karnych, obiegu informacji, formy przekazania itp. dupereli w sumie, a jednocześnie zgubić właśnie przekazanie autorskich praw majątkowych. Ten przykład wcale nie jest wyssany z palca, niestety.

Etykiety: ,

11 listopad, 2007

Flaga czy bandera?

Mamy kolejne święto narodowe, kolejne dyskusje na forach o wywieszaniu flagi jako wyznacznika patriotyzmu, lub nie. Niestety mamy też kolejne, masowo wywieszane bandery (flaga z herbem przynależna jednostom pływającym), zamiast flag państwowych. Niby trudno się dziwić, skoro nikt tego ludziom nie uświadamia. Nawet ci, którzy tak chętnie szermują hasłami patriotyzmu, w tym akurat temacie wolą milczeć. Trudno się również dziwić skoro owe bandery można sobie sprawić np. w Carefour, czy sklepach kibica. Ludzie więc wywieszają co mają, czasem też wywieszają to co uznają za ważniejsze (flaga z orłem a nie same płaty barwne). Sądzę że póki nie ulegnie zmianie sama, kulawa, ustawa "O godle..." i nie zmieni się podejście zakazująco-nakazujące wywieszania flag, bez jednoczesnej konsekwencji tępienia wypaczonych wzorów na produktach komercyjnych, póty temat nie tylko będzie wracał, ale i o coraz bardziej wypaczonych formach.


Gorący apel do nowego rządu - poprawcie Panowie ustawę "O godle..."  i opracujcie jednorodną, kompletną identyfikację symboli narodowych, właściwie wznówcie i dokończcie, już rozpoczęte 3 lata temu, prace nad nią.


Kwiatek z owej komercyjnej łączki:

PS. Wielkie dzięki dla Waleta, za podesłaną fotkę.

Etykiety: , ,

01 listopad, 2007

Wally Olins chciałby...

Temat promocji Polski na profesjonalnym poziomie wyhynął był jakieś cztery lata temu. Od trzech lat, na zlecenie Krajowej izby Gospodarczej i za jej pieniądze, zajmuje się tym niebyle sława - Wally Olins. I co z tego wynika? Ano tylko tyle że niewiele można zrobić bo... jak podaje Przekrój:

Wally Olins chciałby wypromować markę Polska, ale polityka PiS mu to utrudnia. Do tego Olins wystawił właśnie cenzurkę rządowi PiS w brytyjskiej gazecie DailyTelegraph. Braci Kaczyńskich nazwał z punktu widzenia public relations katastrofą szargającą imię kraju i dodał: w obecnej sytuacji niewiele możemy zrobić, żeby pomóc Polsce. Szkoda, bo wszystkie założenia planu Olinsa dla Polski, łącznie z kampanią wizerunkową, są już gotowe” .

Wiadomości Onet.pl rozpoczynają artykuł na ten temat tak:

Brytyjski ekspert zatrudniony przez polską Krajową Izbę Gospodarczą uważa, że notowania Polski w świecie są osłabiane przez "kontrowersyjnych bliźniaków" kierujących krajem - pisze brytyjski dziennik "Daily Telegraph".

i konkludują za "Daily Telegraph" tak:

Jednak wobec "rozpętanej przez Kaczyńskich negatywnej machiny public relations Olins i jego zespół poddali się" - pisze "Daily Telegraph". - Spauzowaliśmy i czekamy na wynik wyborów - cytuje dziennik Olinsa .

Wynik wyborów już znamy, ciekawe kiedy poznamy dalsze losy projektu.

----------
źródła:
Przekrój z 11.10.2007 r.,
Onet.pl
internetPR

Etykiety: , ,

25 październik, 2007

Kokosy na CI

Dostałem takie cuś, jak niżej, mailem. Zastanawiam się czy zleceniodawca choćby ciut zastanowił się i popytał zanim wyznaczył budźet.


Jednostka budżetowa poszukuje do współpracy doświadczonego projektanta-grafika/firmę projektową z woj. śląskiego, którego zadaniem byłoby opracowanie systemu identyfikacji wizualnej. Celem systemu będzie stworzenie jednolitego i spójnego wizerunku projektu: Śląskiego Centrum Społeczeństwa Informacyjnego (SCSI) oraz podkreślenie innowacyjności podejmowanych rozwiązań i ich wagi dla mieszkańców województwa śląskiego. Stworzony system powinien zachować powagę i elegancję urzędu oraz nawiązywać do wizerunku Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego. Szczególnie dużą rolę w komunikacji z otoczeniem SCSI przywiązuje do czytelności i komunikatywności treści komunikatu.
System ma obejmować:
- symbol SCSI (znak i logotyp firmowy),
- kolory firmowe,
- typografię,
- druki firmowe (papier, koperty, dokumenty, prezentacje i inne),
- identyfikatory pracowników,
- stemple,
- wytyczne do materiałów drukowanych (np. katalogu, ulotki, biuletynu
informacyjnego)
- tablice i tabliczki informacyjne, szyldy reklamowe, nadruki na typowe
gadżety (np. płyta CD, pendrive, długopis).
Termin realizacji zlecenia: do 26 listopada 2007 roku logotyp i znak firmowy, określenie kolorów firmowych oraz typografię.
pozostała część zlecenia może zostać wykonana w terminie późniejszym (do ustalenia z jednostką składającą zapotrzebowanie)

Wynagrodzenie przeznaczone na realizację całego projektu - 4000 zł netto.
Forma rozliczenia z projektantem - umowa o dzieło lub faktura VAT.

Ponadto:
- niezbędne jest przekazanie autorskich praw majątkowych do projektu,
- praca musi zostać przekazana w formatach "ai" i "cdr" z zastosowaniem
krzywych
oraz innych odpowiednich dla pracy formatach np. "ppt",
- praca powinna zawierać instrukcję w postaci podręcznika do zaprojektowanych rozwiązań,
- praca musi zawierać czcionki oraz grafiki oparte na otwartych licencjach,
- praca ani żadne użyte w niej elementy nie mogą naruszać praw osób trzecich, co musi zostać uwzględnione w osobnym oświadczeniu.

Portfolio wraz z krótkim opisem zrealizowanych projektów proszę przesyłać na adres Biura Projektu do dnia 02.11.2007r. do godz. 12.00
Biuro projektu Śląska Sieć na Rzecz Wzornictwa
tel.: (033) 851 08 21 w. 30
e-mail: <mailto:biuro@wzornictwo.net> biuro@wzornictwo.net
Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie

Oprócz tego budżetu ciekawe jest to wyszczególnienie krojów na otwartych licencjach - amatorskich? a także konieczność dołaczenia instrukcji, jak rozumiem instrukcji jak korzystać z księgi czyli manuala, ale może się czepiam.

Za to podsumowanie świetne:
- praca ani żadne użyte w niej elementy nie mogą naruszać praw osób trzecich, co musi zostać uwzględnione w osobnym oświadczeniu.

Pytanie więc, jak na podstawie amatorskich krojów i free klipartów zrobić oryginalne i na dodatek nienaruszające praw osob trzecich logo. Przypomne że większość zdecydowana softu free nie jest do zastosowań komercyjnych albo, jak w wypadku krojów nie spełnia wymogów przynależnych krojowi pisma.


Ot, zagwozdka...

Etykiety: , ,

29 wrzesień, 2007

Viva el plagio!

czyli... Niech żyje plagiat!


Plagiat ma się dobrze i ma coraz wiecej szans na "uprawomocnienie" dzięki... konkursom.  Szokujące? jeszcze nie, ale będzie. Projektanci logo mają coraz trudniej przy weryfikacji własnych pomysłów na znak, coraz większa, ładny eufemizm, liczba projektów, ba ogromna wręcz ich ilość, jeśli przyjąć globalny ogląd. Z jednej strony problem z dotarciem do tych nowych projektów, z drugiej strony idące w setki milionów znaki już funkcjonujące. Rzeczywiście jest z tym ogromny problem.


Jak sobie poradzić? jest kilka sposobów, najprostszy to naturalnie sprawdzenie konkurencji w branży, potem, na ile to możliwe, całej branży. Sposób dość oczywisty wydawać by się mogło. Prosty, bo pokazujący,  przedewszystkim, znaki funkcjonujące już od dłuższego czasu.  Okazuje się, jednak,  że jest sposób jeszcze prostszy -  niesprawdzania niczego, bo trudno uwierzyć, że poważny projektant weżmie i zerżnie z cudzego, na dodatek ogólnie znanego. Trudno uwierzyć? Już nie.


Oto rząd Hiszpanii zafundował sobie plagiat logo za jedyne 12 tysięcy euro  Plagiat! Zafundował go sobie na własne życzenie, przy wydatnej  pomocy jury,  które wybrało go spośród 320 projektów, zgłoszonych do konkursu na ten znak.


Za blogiem redblog  i .spiekerblog  oraz elmundo.es

logo hiszpanskie


"autor" logo -  Juan Repullés Nuño de la Rosa (studio Margen Multimedia) http://www.margen.com/aviso.htm


logo niemieckie


autorzy -  Jürgen Huber i Lisa Eidtel (studio MetaDesign) 1999 r. http://www.metadesign.de/html/en/2381.html


Spiker,  przy okazji, wskazuje na jeszcze jednen element splagiatowany z innego znaku - chodzi o koronę nad herbem, mającą nieomal identyczny kształt z tą z logo 500 lecia Madrytu.


Zacytuję początek prezentacji owego projektu ze strony studia Margen


LA MARCA GOBIERNO DE ESPAÑA TRANSMITE AUTORIDAD, CONFIANZA, TRANSPARENCIA, SENCILLEZ Y MODERNIDAD
(Marka rządu hiszpańskiego przekazuje sutorytet, zaufanie, przejrzystość, prostotę i nowoczesność.)


Declaraciones de Juan Repullés Nuño de la Rosa, socio director de Margen Multimedia

En primer lugar, para el equipo profesional de Margen ha supuesto una gran satisfacción profesional el éxito conseguido por la selección de nuestra propuesta para representar al Gobierno de España.

(Przede wszystkim, dla profesjonalnej ekipy z Margen największą satysfakcją zawodową był sukces jakim było wybranie naszejj propozycji do reprezentowania Rządu Hiszpańskiego.)


Inne głosy na ten temat:


Strona Espacios Europeos już w tytule krzyczy La Secretaría de Estado de Comunicación plagia el logotipo del Gobierno Alemán a dalej między innymi wypowiedź:


"Un profesional del diseño gana el concurso de ideas para el logo del Gobierno de España" convocado por la Vicepresidencia 1ª del Gobierno, María Teresa Fernández de la Vega (Profesjonalizm projektu wygrał konkurs idei na logo Rządu Hiszpańskiego)


El nuevo logo del Gobierno de España calca la imagen institucional de Alemania to tytuł z Libertad digital.es, a tutaj kilka innych tekstów na ten temat - adn.es, processblack.com, dulidu.awardspace.com, progres.wordpress.com


Etykiety: , ,

23 sierpień, 2007

Lublin raz jeszcze

Wracam po czasie do tematu z dość ciekawym pytaniem, jakie przychodzi do głowy po mailu od organizatora, otóż, ni mniej ni więcej, pytanie brzmi - CO WIDZIAŁA KOMISJA / JURY?

Skierowałem do organizatora prośbę o zwrot pracy, 2 plansz, z ZAŁĄCZONYM PLIKIEM tejże pracy, dla jasności co zrobiłem i jak toto wygląda.

Oto odpowiedz jaką dostałem /wytłuszczenie moje/:

Szanowny Panie,
Przesłany przez Pana plik nie pomógł mi w identyfikacji złożonej przez
Pana pracy konkursowej
Ponadto wyjaśnię, że jestem sekretarzem Komisji
Konkursowej, do obowiązków którego należy przekazywanie decyzji
podjętych przez Komisję Konkursową. Jak Pan wie, Komisja Konkursowa
zakończyła już swoje posiedzenia i jedną z jej decyzji było
nierozkodowywanie prac
W związku z powyższym nie widzę możliwości
podjęcia się tego na własną rękę.

W kwestii organizacji wystawy pokonkursowej podtrzymuję stanowisko,
iż nie posiadamy prawa do udostępniania prac osobom trzecim.
Prawa te nabywalibyśmy dopiero w momencie podpisania oddzielnej umowy o
przekazaniu praw autorskich.

Z wyrazami szacunku,
Anna Kominek

Ciekawe to wszystko... aby urządzić wystawę autorzy muszą przekazywać prawa autorskie (??)... Zwrócić nie mogą, choć tych praw autorskich jednoczenie nie mają, czyli nadal to jest moja własnosć...

Etykiety: , , ,

10 czerwiec, 2007

Nowe logo London 2012

Na początku czerwca w Londynie sir Sebastian Coe, szef komitetu organizacyjnego olimpiady London 2012, zaprezentował jej nowe logo - "dynamiczne, nowoczesne, elastyczne". Tym samym odeszło w przeszłość dotychczasowe logo funkcjonujące od roku 2003.

logo London 2012

Nowe logo ma 4 wersje kolorystyczne - różowa, niebieska, pomarańczowa i zielona.

logo London 2012 kolory

Więcej można poczytać obejrzeć i poczytać na stronie http://www.london2012.com/

Kosztujący 400.000 funtów nowy brand nie wzbudził zachwytu, wzbudzając za to falę ostrej krytyki, mimo iż projekt fimuje uznana agencja Wolff Olins, ta sama która stworzyła logo olimpiady Ateny 2004. Małą próbkę opinii można znaleźć na stronach sportowych Guardiana: http://sport.guardian.co.uk/london2012/story/0,,2095121,00.html
http://sport.guardian.co.uk/london2012/story/0,,2095267,00.html
Jest nawet petycja w sprawie zmiany tego nowego logo, w ciągu 3 dni zbierania podpisów podpisało ją 48.615 internautów

Burzę wywołała zmiana na nowy znak, mimo że od czterech lat już trwał mocny branding z użyciem logo "kandydackiego", które zakorzeniło się w świadomości brtyjczyków.

logo London 2012 kandydackie

Przy okazji warto rzucić okiem i przypomnieć znaki kandydatów do organizacji olimpiady w 2012 roku, a były to Madryd, Nowy Jork, Londyn, Paryż i Moskwa.
logo kandydatów

Na razie efektem ubocznym kampanii wprowadzającej nowy brand London 2012 jest konieczność zmiany reklamy telewizyjnej, problem stwarza kilkusekundowa animacja w jej trakcie, powodującą u osób chorych na padaczkę atak epilepsji.

Przypomnienie
Za nami:
Atlanta 1996
logo Atlanta 1996

Sydney 2000
logo Sydney 2000

Ateny 2004
logo Ateny 2004

Przed nami:
Pekin 2008